Wczoraj zobaczyłam na wadze 50 kg. Okrągłe 50. A potem dostałam okres.
Dzisiaj weszłam na wagę- 48,5 kg. Nie jest tak źle, aczkolwiek dziwi mnie tak szybka strata wagi. Czyżby woda zatrzymała mi się w organizmie? Wczoraj przecież zjadłam zakazane potrawy.
Dzisiaj też nie mogę pochwalić- zjadłam całego hot-doga. 487 kcal.
Zjadłam też kostkę czekolady.
Godne pożałowania.
Gdyby nie fakt, że spacerowałam przez praktycznie trzy godziny i to koleżanka wmusiła we mnie tego hot-doga- załamałabym się. Teraz czuję się jedynie winna. Bardzo winna.
Nie zdziwię się, jeżeli jutro zobaczę ponownie 50 kg na wadze.
Jest źle, ale nie tragicznie- mogłam przecież spieprzyć to jeszcze bardziej.
Nie wiem, jak to będzie. Tracę nadzieję, bo mama zaczyna komentować moje odżywianie. Na szczęście nie ma zbyt dużego wpływu na moje jedzenie w szkole, a spędzam tam bardzo dużo czasu, z racji uczęszczania do szkoły muzycznej.
Czuję się źle. Ale muszę mieć nadzieję, że schudnę. Będzie lepiej.
Nie ma sensu ważyć się codziennie.
OdpowiedzUsuńWiem o tym. Jednakże i tak to robię. Ot, zwykłe nielogiczne zachowanie.
Usuń