Siedzę.
Siedzę, popijając herbatę o smaku grejpfruta. Niesłodzoną.
Myślę.
Myśli swobodnie przenikają przez bariery pozostawione przeze mnie. Niszczę tamy, zalewa mnie fala.
Uśmiecham się delikatnie, pusto.
Strach. Strach. Strach.
Tylko on przenika przez moje ciało.
Tylko ten głupi strach.
Przed czym? Przed życiem; prosta odpowiedź na, można by rzec, trudne pytanie.
Ale czy naprawdę tak łatwo zrozumieć tę odpowiedź?
Wzruszam ramionami. Moje palce z cichym stukotem uderzają w klawiaturę, tworząc kolejne zdania.
Nazywam się Maria Anastazja. Żadne z tych imion nie jest moim prawdziwym.
Moim kolorem jest szary, popielaty.
Tyle... powinno wystarczyć.
To i tak nic nie warte zapiski.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz